Volkswagen sięga po chińską technikę. Nieoficjalnie mówi się o 5 mld euro oszczędności

Zdjęcie ilustracyjne
Volkswagen logo
Źródło zdj. gł.: Pixabay
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Volkswagen chce wykorzystywać na kolejnych rynkach technologie opracowane w Chinach. Oficjalnie na początek mowa o Ameryce Południowej i Afryce, ale nieoficjalnie chińska elektronika mogłaby trafić także do europejskich elektryków. Oszczędności mogłyby sięgnąć nawet 5 mld euro.

Z Chin na cały świat

Koncern ogłosił w Hefei, że platforma Compact Main Platform z architekturą elektroniczną CEA, opracowaną w Chinach przy współpracy z Xpengiem, trafi do modeli na rynki Globalnego Południa. Pierwsza będzie Ameryka Południowa – do końca dekady. W kolejnych latach do Ameryki Południowej i Afryki pojedzie też więcej aut budowanych w Chinach. Według VW chiński model pracy skraca rozwój auta nawet o 30 proc. – Chiny to kluczowy motor innowacji Grupy Volkswagen – przekonuje prezes koncernu Oliver Blume. Europa i Ameryka Północna są na razie wykluczone.

Europa na razie nie, ale…

Według „Manager Magazin” w koncernie leży już propozycja, by CEA zastosować także w europejskich elektrykach większych od ID. Polo, m.in. w ID. Golfie, następcy ID. Tiguana, elektrycznym Passacie i Skodzie Enyaq. Oszczędności na kosztach rozwoju miałyby wynieść 4–5 mld euro, a na jednym aucie wielkości Tiguana około 8000 euro. Godzina pracy inżyniera kosztuje w Chinach około 60 euro, w Niemczech 120, a we wspólnej spółce VW z amerykańskim Rivianem – 174 euro. Decyzji jeszcze nie ma. Szef Cariad China Frank Han przyznaje, że wdrożenie w Europie jest technicznie możliwe, ale zdecyduje centrala, biorąc pod uwagę m.in. geopolitykę.

Niemiecka marka, chińska technika

Chęć cięcia kosztów łatwo zrozumieć, ale sam ruch wydaje się ryzykowny. Wielu klientów wybiera Volkswagena, bo liczy na niemiecką technikę. Jeśli istotna jej część ma powstawać w Chinach, pojawia się pytanie, czym VW będzie się wyróżniał na tle chińskich marek, które oferują podobne auta taniej. Cała technologia chińska oczywiście nie będzie, ale klienci mogą to tak postrzegać.

Kwestia zaufania

Jest też drugi problem: czy to nie za duży wpływ Chin na europejską markę? Wśród przeszkód wymienia się dostosowanie chińskiego oprogramowania do europejskich norm cyberbezpieczeństwa i homologacji, a w USA chińskie oprogramowanie w autach budzi polityczny sprzeciw. Volkswagen przez lata reklamował się hasłem „Das Auto”. Jeśli plan wejdzie w życie, przyda się dopisek drobnym drukiem, skąd pochodzi elektronika.

Zobacz także: