Stellantis wraca do diesli. Koncern mówi wprost: klienci wciąż ich chcą

Opel Mokka
Opel Mokka
Źródło: Unsplash
Jeszcze niedawno wszystko miało iść w stronę elektryfikacji, a dziś koncern Stellantis przywraca jednostki wysokoprężne w kolejnych modelach. Popyt na auta na prąd okazał się słabszy od oczekiwań, a część klientów nadal woli klasycznego diesla – zwłaszcza w autach na dłuższe trasy i w vanach.

Diesel wraca do co najmniej siedmiu modeli

Zmiana ma dotyczyć co najmniej siedmiu samochodów osobowych i dostawczych oferowanych w Europie. Na liście przewijają się m.in. Opel Astra i Opel Combo, Citroën Berlingo, Peugeot Rifter oraz DS 4. Wskazywane są też kolejne modele, w których diesel ma pozostać w ofercie – jak DS 7 oraz Alfa Romeo Tonale, Stelvio i Giulia.

„Słuchamy klientów” – i to jest klucz

W oficjalnym stanowisku podkreślono, że chodzi o utrzymanie diesli w gamie, a w części przypadków nawet poszerzenie wyboru układów napędowych. W praktyce to sygnał, że koncern chce dać klientom większą swobodę. Obok elektryków i hybryd zostają też rozwiązania, które wciąż mają realne uzasadnienie użytkowe – zwłaszcza dla osób robiących duże przebiegi.

Dlaczego diesel znowu ma sens dla producenta?

Powodów jest kilka, ale wszystkie kręcą się wokół pieniędzy i sprzedaży. Wskazywano, że wyniki koncernu w Europie spadały: o 3,9 proc. w 2025 r. i o 7,3 proc. rok wcześniej. Diesel bywa też tańszy od elektryka, oferuje duży zasięg na jednym tankowaniu i wciąż jest wybierany przez część kierowców ze względu na charakter użytkowania auta.

Rynek się zmienił, ale diesel nie zniknął całkowicie

W Europie diesle mocno straciły po Dieselgate, a ich udział w sprzedaży nowych aut spadł do 7,7 proc. w 2025 r., podczas gdy auta elektryczne miały 19,5 proc. Mimo tego Stellantis najwyraźniej uznał, że jest jeszcze spora grupa klientów, której nie chce oddawać konkurencji – zwłaszcza gdy część nowych graczy skupia się głównie na elektrykach i hybrydach plug-in.

Zobacz także: