Plan był prosty. W praktyce ludzie się pogubili
Nowe zasady miały być łatwe do zapamiętania: parzyste liczby dla elektryków, nieparzyste dla spalinówek. Tyle że w realnym świecie klienci zaczęli tracić orientację, a dealerzy musieli tłumaczyć, dlaczego znane od lat A4 nagle stało się A5. W efekcie system, który miał porządkować ofertę, zaczął ją komplikować.
Döllner: wracamy do klasycznej logiki
Prezes Audi, Gernot Döllner, otwarcie przyznał, że decyzja zatwierdzona jeszcze przez poprzednie kierownictwo była błędem. Kierunek ma być teraz bardziej tradycyjny: „A” dla aut osobowych, „Q” dla SUV-ów (czyli jak do tej pory), ale liczba ma opisywać pozycję i rozmiar w gamie, a nie rodzaj napędu.
A6 nie zostało A7. A5 może znowu stać się A4
Audi zdążyło wyhamować rewolucję w porę: spalinowe A6 zachowało nazwę i nie zamieniło się w A7. Jednocześnie Döllner potwierdził, że powrót obecnego spalinowego A5 do oznaczenia A4 pozostaje „do rozważenia” – a taki ruch mógłby się zgrać z liftingiem w połowie cyklu, o którym mówi się w perspektywie kilku lat (w części doniesień pojawia się okolica 2028 r.).
Problem jest szerszy niż jedno A4. Chodzi o czytelność oferty
W tle przewija się jeszcze jedna lekcja: klienci nie raz krytykowali już nadmiernie „techniczne” oznaczenia, jak choćby numery w stylu 35 czy 55 zastępujące pojemności silników. Teraz Audi chce uprościć sytuację i wrócić do nazw, które intuicyjnie mówią, gdzie dany model stoi w hierarchii – a nie zmuszają do zgadywania, co producent miał na myśli.
Zobacz także:
- Zimowe tylko z nazwy. Płyny do spryskiwaczy nie spełniają norm
- Biopaliwa, e-paliwa i zakaz spalinówek. Czy syntetyczny diesel za 30 zł ma w ogóle sens?
- Polacy odkładają naprawy samochodów na później lub nawet z nich rezygnują
Autorka/Autor: MM