GSe wraca, ale w nowym znaczeniu
W komunikacji producenta GSe to już nie nostalgiczny skrót dla fanów dawnych sportowych Opli, tylko znak rozpoznawczy mocniejszych elektryków. Dyrektor generalny marki Florian Huettl podkreśla, że Corsa ma pozostać bestsellerem – małym, zwinnym i praktycznym – a dopisek GSe ma dołożyć do tego wysokie osiągi oraz dynamikę wynikającą z napędu elektrycznego i lokalnie bezemisyjnej jazdy.
280 KM i przepis Stellantisa na małe hot hatche
Szczegółów technicznych Opel na razie nie podaje, ale pojawia się bardzo konkretna sugestia: Corsa GSe ma najpewniej dostać elektryczny układ napędowy o mocy 280 KM – taki sam jak w Mokce GSe. Do tego dochodzi znany już schemat koncernu: platforma „Perfo”, szpera, mocniejsze hamulce, poprawki w układzie kierowniczym i zestaw zmian, które mają zrobić z miejskiego auta szybki, usportowiony wariant.
Baza zostaje ta sama, a zamówienia ruszą jeszcze w 2026 roku
Nowa Corsa GSe ma być oparta na aktualnej generacji modelu i – zgodnie z zapowiedzią – dostać charakterystyczne detale stylistyczne. Najważniejsza informacja dla zainteresowanych jest taka, że nie trzeba czekać latami. Samochód ma trafić do sprzedaży jeszcze w tym roku, a pełne dane producent obiecuje ujawnić wkrótce.
I tu zaczyna się dyskusja: czy rynek naprawdę tego chce?
Największy zgrzyt jest oczywisty. Corsa GSe ma być hot hatchem, ale elektrycznym – a zainteresowanie takimi wersjami, według komentarzy, bywa dziś ograniczone. Wskazuje się dwa klasyczne problemy, czyli ceny mocniejszych odmian i praktykę codziennego użytkowania, a więc zasięg oraz tempo ładowania, które potrafią popsuć radość z ostrzejszej jazdy. Corsa GSe ma zadebiutować w drugiej połowie roku, więc odpowiedź zweryfikuje rynek.
Zobacz także:
- Jazda z brudnymi rejestracjami - co nam grozi?
- Ile koni ma ratrak? Tak pracują maszyny, które przygotowują stoki
- Napęd na cztery koła i…cztery śruby napędowe
Autorka/Autor: MM