Zniszczony, ale kamera wszystko widziała
Szef CANARD Marek Konkolewski przekazał, że fotoradar jest objęty całodobowym monitoringiem, a na miejscu działa „wysokiej klasy kamera”. Materiały z nagrań trafiły już do policji razem ze zgłoszeniem przestępstwa, a za zniszczenie mienia – jak podkreślono – grozi do 5 lat pozbawienia wolności.
Zdjęcia robi, tablice widać. Mandatów jednak nie będzie
Najciekawsze jest to, że farba nie unieruchomiła sprzętu. CANARD sprawdził działanie systemu i – mimo uszkodzenia – fotoradar nadal wykonuje zdjęcia aut przekraczających prędkość, na których „doskonale widać” numery rejestracyjne. Tyle, że mandaty nie będą procedowane, bo warstwa farby uniemożliwia identyfikację twarzy kierowcy. Przywrócenie pełnej funkcjonalności ma kosztować kilka tysięcy złotych.
Historia „postrachu warszawskich kierowców”
To dokładnie ten sam fotoradar, o którym pisaliśmy na tvnturbo.pl: TraffiStar SR390 ustawiony przy Al. Jerozolimskich 239, w rejonie skrzyżowania z ul. Ryżową, gdzie mimo dwóch pasów w każdą stronę obowiązuje ograniczenie do 50 km/h. Urządzenie już wcześniej było dwukrotnie poważnie uszkadzane – za drugim razem wystarczyło zaledwie 36 godzin od ponownego uruchomienia, by znów wypadło z gry.
Zobacz także:
- Mapa odcinkowych pomiarów prędkości i fotoradarów w Polsce
- Fotoradar zniszczony siekierą będzie miał „kamerę stróża”
- Auta na zagranicznych rejestracjach a wypadki w Polsce
Autorka/Autor: MM
Źródło zdjęcia głównego: Raport Turbo