Wreszcie coś ponad 911
911 pozostaje dla Porsche sportowym autem pierwszego wyboru, ale brakowało modelu, który na stałe walczyłby w lidze najmocniejszych aut Ferrari, Lamborghini czy Koenigsegga. Mission S ma to zmienić. – To platforma supersportowego auta z silnikiem centralnym, pozycjonowana powyżej 911. Nie jako jednorazowy hipersamochód, ale stały i uniwersalny element naszej oferty – zapowiada Michael Leiters, prezes Porsche AG. Premierę zorganizowano na nabrzeżu w Queens, gdzie w 1953 roku powstały zdjęcia 550 Spydera, które obiegły cały świat.
Niewolnik przeszłości – w dobrym sensie
Porsche zawsze porusza się w dość ściśle określonych ramach stylistycznych i Mission S nie jest wyjątkiem. Okrągłe reflektory i błotniki w kształcie torped od razu zdradzają markę, linie podziału nadwozia nawiązują do 911 serii G, płaski przód i układ „car-in-car” z tyłu czerpią z 911 GT1, a linia dachu pod aktywnym tylnym skrzydłem przypomina 959. Felgi inspirowano modelem 928, a układ chłodzenia przywodzi na myśl wentylator chłodnicy wyścigowego 917.
Zegary zamiast tabletu
Najlepsze czeka jednak w środku. Za kierownicą znalazło się pięć okrągłych wskaźników, a centralny obrotomierz z analogową wskazówką w zależności od trybu jazdy przesuwa się bliżej kierowcy. Porsche zrezygnowało przy tym ze stałego ekranu centralnego i wyświetlacza dla pasażera – zamiast nich jest wysuwany uchwyt MagSafe na smartfon. To odważna decyzja w czasach, gdy niemal każde auto zamienia się w centrum dowodzenia, ale w supersamochodzie liczyć mają się przede wszystkim wrażenia z jazdy.
Napęd na razie tajemnicą
Najważniejszego wciąż nie wiadomo. Porsche nie ujawniło, jaki napęd kryje się pod nadwoziem, nie podało też mocy, masy ani terminu wprowadzenia na rynek. Wydaje się, że analogowy obrotomierz i cztery końcówki wydechu sugerują silnik spalinowy. Trudno uwierzyć, że Porsche zbudowałoby takie auto tylko po to, by na koniec zaskoczyć wszystkich elektrykiem – jeśli mielibyśmy obstawiać, to raczej hybryda. Na odpowiedź trzeba poczekać, ale obrotomierz, który sam przysuwa się do kierowcy, raczej nie został zaprojektowany z myślą o ciszy.
Zobacz także: