Koniec z niedopowiedzeniami
Pierwszy Bayon wyglądał dość niecodziennie – trochę jak crossover, trochę jak hatchback, a trochę jak kombi. Nowy ma bardziej kanciastą i masywną sylwetkę, a do tego typowo SUV-owe dodatki: pas świetlny przez całą szerokość przodu, mocno zaznaczone nadkola, kontrastowe nakładki, relingi i osłony z przodu i z tyłu. Wygląda nieco jak mniejszy Tucson i właśnie dlatego powinien trafić w gusta masowego klienta. Hyundai dorzucił też trzy matowe lakiery, których według producenta nie oferuje nikt inny w segmencie.
Urósł, jak niemal każdy następca
Nowy Bayon ma 4245 mm długości, 1810 mm szerokości i 2600 mm rozstawu osi. Względem poprzednika przybyło mu 65 mm długości i 35 mm szerokości – ale to dziś norma, bo prawie każde auto rośnie z generacji na generację. Pasażerowie z tyłu mają według Interii 935 mm miejsca na nogi, a bagażnik w wersjach benzynowych mieści 440 l. Na rynki europejskie Bayon będzie produkowany w tureckiej fabryce Hyundaia.
Pełna hybryda w drodze
Na start Bayon dostanie trzycylindrowe 1.0 T-GDI w wersjach 90 i 115 KM, z 6-biegową skrzynią ręczną lub 7-biegowym automatem dwusprzęgłowym. Napęd zawsze trafia na przednie koła. Dotąd Bayon miał tylko miękką hybrydę, a w 2027 roku do gamy dołączy pełna hybryda 1.6 o mocy 138 KM, w której siłę rekuperacji ustawia się łopatkami przy kierownicy. Na takie rozwiązanie rynek wyraźnie czeka.
Dwa ekrany i jeden zgrzyt
W kabinie pojawiły się dwa zakrzywione ekrany po 12,3 cala, bezprzewodowe Apple CarPlay i Android Auto, nagłośnienie Bose oraz wentylowane przednie fotele. Interia, która oglądała auto na żywo, zwraca jednak uwagę na klimatyzację obsługiwaną dotykowym panelem bez wyczuwalnych granic. – Nowy Bayon to dużo więcej niż aktualizacja – przekonuje Xavier Martinet, szef Hyundai Motor Europe. Cen na razie nie podano. Bayon nie będzie autem, o którym długo się rozmawia, ale to akurat komplement – ma po prostu jeździć i się podobać.
Zobacz także: